czwartek, 17 sierpnia 2017

rozdział pierwszy

No thought has any power. You have power. And when you identify and believe in the thought you give power to the thought.
— mooji
Raikes. 
Cisza.
Raikes. 
Brak reakcji. 
Raikes!
Shibakuchi obudziła się, ale wciąż śniła. Dobrze o tym wiedziała, ponieważ świetnie znała ten stan, w którym jej ciało wciąż spało, a umysł pracował na najwyższych obrotach. Wiele widziała, ale nie do końca, bo przestrzeń, w której się znajdowała, z pewnością nie była jej sypialnią. To, co miała przed sobą, prawdopodobnie nie było nawet żadnym pomieszczeniem, tylko… czymś. Bardziej przypominało jej most niż cokolwiek innego, dlatego gdyby kiedykolwiek została o to zapytana, odpowiedziałaby, że między snem a jawą znajduje się most, zbudowany z tysiąca kolorów, które wspólnie tworzyły nici. Nie wiedziała, gdzie znajduje się jego początek, a gdzie koniec. Była jedynie świadoma tego, że istniał. I że ona również istniała, gdzieś w tej przestrzeni. 
Idziesz do mnie?
Uśmiech na twarzy był czymś, czego w tamtej chwili nie mogła zobaczyć, ale zdecydowanie mogła go poczuć. Nie powinna być zdziwiona tym, że ona już wiedziała, ale mimo wszystko właśnie tak się teraz czuła. W końcu o takich rzeczach prędzej się mówiło niż się je czuło, Raikes nie była przyzwyczajona do takiej formy komunikowania się. Dobrze pamiętała, jak na samym początku nie umiała wydusić z siebie słowa i jak dopiero z czasem zrozumiała, że w takich chwilach nie chodziło o słowa same w sobie, ale to co w danym momencie czuła. 
Idę. 
Oczywiście, że tak. Wszystko było już przygotowane. Jeszcze przed snem zastanawiała się, dlaczego nie zrobiła tego wcześniej, dlaczego zwlekała z tym i nie przekonała swojego brata do tego pomysłu za pierwszym razem, bo gdy jej życzenie stało się rzeczywistością, tym bardziej czuła, że podjęła właściwą decyzję. To była jedna z tych rzeczy, które się wiedziało, mimo że nie miało się na to żadnych konkretnych dowodów. I nie chodziło tutaj nawet o przeczucie, tylko o pewność, w całym tego słowa znaczeniu, bez żadnych kruczków. Raikes wciąż nie miała pojęcia, jak to było możliwe i na jakiej zasadzie działało, ale trudno było temu nie zaufać. 
Niedługo się zobaczymy.
Było to coś, co Raikes wiedziała, być może od samego początku, kiedy tylko po raz pierwszy usłyszała ten głos w swojej głowie. Z jakiegoś powodu nie miała co do tego wątpliwości, mimo że nie umiała sobie nawet wyobrazić tego spotkania. W końcu nigdy nie widziała na oczy osoby, która miała stać po tej drugiej stronie. Nie miała też pojęcia, co ją podczas niego czeka i jaka jest jego rola. W tych czasach znajomych poznawało się przecież w internecie, nie we własnej głowie. Teoretycznie nie powinien być jej potrzebny nikt nowy, a jednak przez całe życie czuła, że czegoś, a raczej kogoś jej brakuje. Przez cały ten czas wiedziała też, gdzie tego kogoś szukać, choć nigdy nie miała odwagi, by wyciągnąć do tej osoby swoją rękę. Ale nie dziś. 
Wiem.

~*~

Takuji Shibakuchi był człowiekiem, który dbał o swoją rodzinę, co do tego nie było absolutnie żadnych wątpliwości. Nic więc dziwnego, że jeszcze długo po tym, jak jego siostra wsiadła do samochodu, obserwował, jak odjeżdża w miejsce, którego on sam nie znał. Zastanawiał się czy ktokolwiek je zna, nawet jego siostra, która jeszcze kilkanaście minut temu zapewniała go, iż wie, co robi. Tej chciałby być tak samo pewien, jak ona, ale nie był w stanie. Bycie generałem oznaczało wierzenie w niebezpieczeństwa, które mogłyby nadejść ze strony wroga, niekoniecznie w tajemnicze dziewczyny, mogące pomóc ich sprawie, w dodatku mieszkające nie wiadomo gdzie. Właśnie dlatego Raikes musiała wierzyć w to za nich obu, a on zająć się zupełnie innymi sprawami, bardziej przyziemnymi. Pozwolił sobie jednak na to, by jeszcze przez chwilę popatrzeć na to, co znajdowało się przed nim, modląc się o to, aby nie przyniosło im to złudnej nadziei. 
Dla jego ludzi nie było niczego gorszego od złudnej nadziei. 
Przed wejściem do środka wziął głęboki wdech, jednocześnie przygotowując się na to, co miało nadejść, a wiedział przecież dobrze, że nie będzie to nic przyjemnego. Wojna nigdy nie wiązała się z przyjemnościami, nieważne na jakim stanowisku znajdował się dany człowiek. Niektórzy uważali, że pozycja generała zwalniała go z oddania życia za swój kraj, ale Takuji nigdy nie patrzył na to w ten sposób. Wiedział, że kiedy nadejdzie odpowiedni moment, nie będzie obawiał się przed wyjściem ze swojego gabinetu i stanięciem ze swoimi żołnierzami ramię w ramię. Nie był człowiekiem, który chowa się za murami czy dokumentami do podpisania, właściwie nienawidził siedzenia tutaj, w czasie gdy o wiele bardziej skuteczny mógłby być w terenie. Jednakże nie był to moment, w którym mógł sobie pozwolić na to, co chciał robić. Musiał uzbroić się w cierpliwość, nie było żadnej innej możliwości. Ale czy na pewno? Czasami obawiał się, że mimo wszystko był w stanie zrobić coś więcej niż tylko siedzieć i podejmować decyzje, które wykonywali inni. Gdy wszyscy inni mówili mu, że robił wszystko, co mógł, on niekiedy miał wrażenie, że wykonuje minimalną część tego, co w rzeczywistości powinien, jako generał. Gdy zaś orientował się, że po raz kolejny okazywał niepewność, miał ochotę powyrywać sobie włosy z głowy. Nie takim autorytetem powinien być dla swoich podwładnych, ale jeżeli nie takim, to… 
— Czyli pozwoliłeś jej jechać. — jego natłok myśli został powstrzymany przez dobrze znajomy głos, który należał do mężczyzny aktualnie zajmującego miejsce przed jego biurkiem. Właściwie Takuji nie zarejestrował nawet momentu, w którym znalazł się w swoim gabinecie. W tej chwili znajdował się w nim także Kakashi, jego przełożony.
— Daj spokój — odparł, wzdychając. Nie miał dzisiaj siły na to, by mierzyć się z potencjalnym partnerem swojej siostry, który w ostatnim czasie zdawał się uważać, że miał pełne prawo do tego, by kontrolować jej życie. Z tego co słyszał, kochankowie niejednokrotnie kłócili się o to w ostatnim czasie, ale to nie oznaczało, że Hatake miał prawo do pouczania go. — To dorosła kobieta, która jest w stanie podejmować własne decyzje. Przestała być małą dziewczynką dawno temu.
Słysząc te słowa, Kakashi ściągnął brwi. Najwyraźniej nie był zadowolony z odpowiedzi, jaką otrzymał, ale to wcale nie było tak, że Tej był dumny z tego, jaką decyzję podjął. On również najchętniej zapewniłby Raikes bezpieczeństwo, ale z drugiej strony rozumiał, że jego siostra miała własne zadanie do wykonania. Nie mógł ciągle trzymać jej pod kloszem, nikt nie mógł. Kakashi również musiał to zrozumieć. 
— Ale nie powstrzymałeś jej.
— Ty też nie.
Zapadła pomiędzy nimi dłuższa chwila milczenia, podczas której siwowłosy mężczyzna podniósł się z fotela, a następnie postawił kilka kroków w stronę generała. Ten zaś nie zrobił nic, nie przesunął się nawet o centymetr, nie bojąc się czegokolwiek, co miałoby w tej chwili nadejść. Hatake mógłby go uderzyć, jeżeli miał na to ochotę i o ile w ogóle zdołałby to zrobić. Takuji nie miał czasu na bawienie się w kogoś, kto mówiłby i robił to, czego Kakashi nie był w stanie i czego Raikes stanowczo mu zabraniała, nie chcąc być psem uwiązanym na czyjejś smyczy, nawet jeżeli miała być ona utworzona z najczystszego złota. 
— Jeżeli nie wróci, będziesz miał ją na sumieniu. Mam nadzieję, że to rozumiesz. — na tym etapie ich rozmowy Shibakuchi pragnął jedynie, by mężczyzna sobie poszedł. Nigdy nie sądził, że ta decyzja tak na niego wpłynie, ale najwyraźniej się przeliczył. Westchnął ciężko po raz kolejny i już otwierał usta, by coś odpowiedzieć, najpewniej zakończyć tę jakże miłą rozmowę, ale Kakashi ubiegł go swoimi kolejnymi słowami. — Poza tym naprawdę wierzysz w te wszystkie bajki?
To dobre pytanie, pomyślał, patrząc przez chwilę przez sporych rozmiarów okno, które znajdowało się w jego gabinecie, tuż za biurkiem. Szczerze mówiąc, wciąż nie był w stanie odpowiedzieć. Skoro puścił swoją siostrę tam, gdzie teoretycznie nie powinien, można byłoby sądzić, iż uwierzył w każde słowo, które kiedykolwiek powiedziała mu na ten temat, ale w głębi duszy dobrze wiedział, że wyglądało to zupełnie inaczej. Miał w swoim sercu wątpliwość, ogromną wątpliwość. 
—  Te bajki to jedyne, co mamy — odpowiedział, wcale nie kłamiąc. Ich sytuacja, prawdę mówiąc, była beznadziejna. Gdyby więc Raikes przyniosła im cokolwiek, byłoby to dla nich niemałym wybawieniem.
Później usłyszał już tylko, jak za królem zamykają się drzwi.
~*~

— Czyli Sasuke…
— Mój Boże, Naruto, przestań mówić w tym momencie, chyba że mam ci zrobić jakąś krzywdę. —Raikes westchnęła ciężko, obserwując widok za oknem. Przejeżdżali właśnie obok wsi, która jakimś cudem nie została jeszcze dotknięta wojną. Shibakuchi miała nadzieję, że ten stan utrzyma się jak najdłużej. Chciała powstrzymać ten rozlew krwi jak najszybciej.
— Ale… — zaczął blondyn, co sprawiło, że rudowłosa zmarszczyła brwi i przeniosła wzrok na swojego towarzysza.
— Nie ma żadnego „ale”. Twój przyjaciel wybrał swoją stronę dawno demu, Naruto. Czas najwyższy się z tym pogodzić — ucięła krótko, a następnie wróciła do patrzenia się przez okno. Być może nie powinna być tak ostra dla blondyna, ale szczerze mówiąc, nie był to jej najlepszy dzień. Niby powinna się cieszyć, ale jej luby wiele potrafił zepsuć, jeśli chodziło o jej dobre samopoczucie. Rozumiała to, że mógł się o nią martwić, tak samo jak Takuji. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż miała wrażenie, że mężczyzna chciał kontrolować każdy jej ruch i zatrzymać ją pod swoim dachem za wszelką cenę. On miał swoje obowiązki, a ona swój jeden obowiązek, który powinna spełnić już dawno temu. Co prawda nie wiedziała, co ją czeka w tamtym miejscu, nad tamtym jeziorem, ale wiedziała, że nie wybaczyłaby sobie, gdyby chociaż nie spróbowała. Wszyscy inni zdawali się tego nie rozumieć i choć Raikes rozumiała, że w niektóre rzeczy można było nie wierzyć, to nie mogła pojąć, dlaczego tak niewielu wierzyło w nią. Nie zamierzała jednak poświęcić tej kwestii więcej uwagi, chociażby dlatego, że miała o wiele ważniejsze sprawy na głowie.
— Gdzie tak właściwie zmierzamy? — z zamyśleń wyrwał ją głos Hinaty, która siedziała tuż obok niej.
— Nad jezioro Rāningu — padła spokojna odpowiedź, jednak gdy tylko wszyscy ją usłyszeli, atmosfera przestała być taka sielankowa. Nawet Kiba spojrzał na Shibakuchi, jakby właśnie wpadła z księżyca.
— Raikes, ale to jest…
— Wiem, gdzie to jest, Kiba. Nie musisz mi… A zresztą, czego tak właściwie się boicie? To tylko jezioro, nic więcej — odparła coraz bardziej poirytowana. Te wszystkie zaskoczone spojrzenia nie pomagały jej do tego stopnia, że aż miała wrażenie, iż lepiej by było, gdyby pojechała tam sama. Doceniała towarzystwo swoich przyjaciół, byli dla niej bardzo ważni, ale w tym momencie zdawali się jej tylko przeszkadzać. Zastanawiała się czy oni chcą w ogóle cokolwiek zrozumieć.
— Może i to tylko jezioro, ale od tego jeziora przejdziesz jeszcze kilkadziesiąt kroków i znajdziesz się w… — słowa Kiby pozostały niedokończone, ponieważ przełknął nerwowo ślinę. Nie musiał jednak tego robić, bo i tak wszyscy wiedzieli, na jaki temat toczyła się ta rozmowa.
— I co w związku z tym? — Raikes złożyła ręce na piersi, unosząc brew.
— Tam są potwory.
Tym razem Shibakuchi nie mogła powstrzymać się przed parsknięciem śmiechem. Inuzuka wyglądał, jakby najchętniej wyskoczył teraz z samochodu, byleby tylko nie znaleźć się w obszarze miejsca, którego tak bardzo się bał. Rzeczywiście niektóre podania mówiły, że znajdowały się tam jakieś nieznane im stworzenia, ale przez tysiące lat to miejsce było ciche, dlatego Raikes nie obawiała się znalezienia w jego pobliżu. 
— Czy ty naprawdę się ze mnie naśmiewasz? Naprawdę?!
Wybuch chłopaka był tak zabawny, że nawet Hinata i Naruto parsknęli śmiechem. Atmosfera trochę rozluźniła się dzięki temu, ale nie zmieniało to faktu, iż wszyscy byli bardziej spięci niż wcześniej. Nawet Uzumaki, który jako kierowca wiedział o ich celu wcześniej, zacisnął dłonie mocniej na kierownicy. Hinata wróciła do posyłania ukradkowych spojrzeń w stronę blondyna, a Kiba parsknął, nie chcąc najwyraźniej póki co rozmawiać z nikim. Za to Raikes po raz kolejny pogrążyła się w swoich myślach. Nie miała pojęcia czy chciałaby zobaczyć już jezioro, czy może wrócić, czy może jechać tak dalej, bez żadnego konkretnego końca. Nie miała przecież pojęcia, co zrobi, gdy się tam znajdzie.
Ciekawe, gdzie ona była?

~*~

Gdy dotarli na miejsce, słońce chyliło się już ku zachodowi. Nie był to dobry znak, ponieważ nie mieli się gdzie zatrzymać, a powrót do miasta w środku nocy nie należał do najbardziej bezpiecznych. Jednakże Raikes nie była w stanie się na tym skupić. O wiele bardziej przyciągało ją piękno jeziora, które widziała po raz pierwszy w życiu. Prawda była taka, że choć było ono łatwo dostępne, to niewielu śmiałków zapuszczało się w te tereny, właśnie przez takie przesądy, o jakich mówił Kiba. Niby z jednej strony nikt nie wierzył, że znajduje się tutaj cokolwiek, a z drugiej wszyscy się tego bali, jakby zza każdego krzaka miało wyskoczyć jakieś przedziwne, krwiożercze stworzenie. Były to krainy, których nikt dotychczas nie zbadał, a ludzie opierali się jedynie na szczątkowych zapiskach, z którymi można było zapoznać się w bibliotekach. Jednakże tak jak mówił Inuzuka, jezioro było swego rodzaju linią, która oddzielała ich świat od tamtych krain.
— Robi wrażenie, prawda? — powiedział Naruto, stając tuż obok Raikes, która przypatrywała się tafli jeziora. Jeszcze kilkanaście godzin temu wydawało jej się, że kiedy już się tutaj znajdzie, będzie wiedziała, co robić, ale nie miała pojęcia, w co włożyć ręce. Sądziła, że chociażby cokolwiek poczuje, ale absolutnie nic się nie zmieniło. Czyżby Takuji, Kakashi i wszyscy inni mieli rację? Czy naprawdę dotarła tutaj tylko po to, by ponieść sromotną porażkę i przekonać się, że to wszystko nie miało sensu? Nie chciała się jeszcze poddawać, jeszcze nie teraz, ale gdzie miała pójść?
— Naruto, możesz mi pomóc? — nagle tuż obok nich pojawiła się Hinata z delikatnym uśmiechem na twarzy. Blondyn oczywiście odwrócił się i bez wahania powiedział, że może jej pomóc. W następnej chwili Raikes widziała już tylko, jak Hyuga posyła jej porozumiewawcze spojrzenie, jakby widziała, że kobieta potrzebuje być teraz sama. Shibakuchi nigdy jakoś przesadnie nie przepadała za dziewczyną, ale w tym momencie była jej bardzo wdzięczna za to, co zrobiła. Naruto był uroczym chłopakiem, ale czasami po prostu nie widział niektórych rzeczy.
Krajobraz, który rozpościerał się przed nią był bez wątpienia jednym z najpiękniejszych, jakie kiedykolwiek widziała. Wokół jeziora znajdowały się drzewa, a ono samo sprawiało wrażenie krystalicznie wręcz czystego. Kiedy Raikes nieco się pochyliła, mogła zobaczyć pojedyncze ryby, być może szukające jedzenia, a może czegoś innego. Powietrze tutaj było o wiele bardziej świeże niż w jakimkolwiek innym mieście, jakie kiedykolwiek odwiedziła. Miała wrażenie, że w każdej chwili rodzi się tutaj jakieś nowe życie, jakby miejsce to było zupełnie w innym świecie, oddalone od szarej rzeczywistości, która otaczała ich kraj. Zastanawiała się czy może rzeczywiście nie wkroczyła przypadkiem do jakiegoś nowego wymiaru, w którym wszystko było takie… 
… żywe?
To słowo nie należało do niej, tylko do kogoś innego, ale jak najbardziej znanego Raikes, która poczuła się teraz, jakby właśnie wróciła do domu. W jej wnętrzu zapanował nagle błogi spokój, a na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Nie myślała teraz o tym, że będzie jednak mogła powiedzieć tym wszystkim niedowiarkom, że jednak miała rację, ale o tym, iż znów mogła usłyszeć ten znajomy głos. 
Boisz się wyciągnąć do mnie rękę?
Kobieta zmarszczyła brwi, słysząc te słowa w swojej głowie. To przecież nie było tak, wszystko sprowadzało się do tego, że nie miała pojęcia, w którą stronę tę rękę wyciągnąć. Niby skąd miała wiedzieć? Nigdy nie dostała żadnej wskazówki, wiedziała jedynie podświadomie, że wszystko rozchodzi się o to jedno jezioro, którego wszyscy inni tak bardzo się obawiali, w szczególności tego, co mogło znajdować się w środku. Ale przecież Raikes nie widziała tam nic groźnego oprócz ryb, które o wiele bardziej były zainteresowane zajmowaniem się własnymi sprawami, a nie tym, że Shibakuchi znajdowała się tuż obok nich. 
W środku.
Tym razem nie była w stanie stwierdzić czy to ona to powiedziała, czy może głos, który należał do tej samej dziewczyny, mówiącej do niej, odkąd tylko pamiętała. Zanim jednak zdążyła nad tym pomyśleć, nagle poczuła, jak niewidzialna siła ściąga ją w dół. Niekoniecznie ze zbyt dużą ilością mocy, ale z pewnością taką, która wystarczyła na to, by sprowadzić ją do kolan. Gdy w następnej chwili wkładała rękę do wody, robiła to z większą świadomością, ignorując zupełnie krzyk, który usłyszała za sobą. Nie liczyło się dla niej nic poza taflą wody i własną ręką, która powoli ją pokonywała. I wtedy to poczuła. W jeziorze nie znajdowała się już tylko jej dłoń, ale też jakaś druga, która nie ciągnęła jej w dół, tak jak myślała na początku. Ona ciągnęła ją w górę, mimo że przecież istniała po tej drugiej stronie, gdzieś na dole. Raikes nie musiała się szarpać, by ją wyciągnąć. Kontury czyjejś – dziwnie znajomej – twarzy coraz bardziej się do niej przybliżały, aż w końcu pokonały linię wody. Shibakuchi szarpnęła się, chcąc, by było to ostatnie pociągnięcie, a już w następnej sekundzie oglądała, jak dobrze znana jej sylwetka wynurza się z wody na brzeg i jak jej włosy przechodzą z koloru białego w błękitny, pasmo po paśmie. 
— Znalazłam cię — wydyszała, nie mając pojęcia, skąd wzięło się to zmęczenie, które nagle poczuła. Dziewczyna znajdowała się tuż obok niej, półleżąc na miękkiej trawie. Co dziwne, była sucha, jakby przed chwilą wcale nie została wyciągnięta z wody.
— Znalazłaś mnie.
Kąciki ich ust uniosły się w delikatnych uśmiechach. Obie wiedziały, że to dopiero początek.

~*~ 

Jego twarz miała spokojny wyraz tylko wtedy, kiedy medytował. W innych sytuacjach co prawda nie zdradzał swoich emocji, ale złość w jego oczach dało się zauważyć za każdym razem, gdy tylko się w nie spojrzało. Jeszcze chwilę temu ich barwa zlewała się z ciemnością, która panowała w pomieszczeniu, ale obecnie w środku można było dostrzec czerwone, niebezpieczne iskierki. Ich właściciel powoli podniósł się ze swojego miejsca, kierując się w stronę wyjścia. Powietrze musiało być o wiele przyjemniejsze niż jeszcze kilka godzin temu, czuł to. Kiedy znalazł się na zewnątrz, powitało go zachodzące słońce, które ledwo co było widać za horyzontem. 
Sasuke odetchnął głęboko, nie odrywając spojrzenia od tego, co znajdowało się przed nim. Jednakże nie był to zbyt przyjemny widok, nawet on nie nazwałby go takim. Wokół skały znajdowały się jedynie zniszczone budynki i jałowa ziemia, a szukanie tutaj jakiegokolwiek życia mijało się z celem. Ludzie, którzy niegdyś zamieszkiwali te tereny albo uciekli, albo leżeli w ziemi, a ich imiona zostały zapomniane. 
Już czas, pomyślał. Obrócił głowę na lewo, wiedząc, że to właśnie tam powinien podążać. Nie minęła chwila, jak znalazł się na ziemi, idąc w sobie tylko znaną stronę. 
W ten sposób sokół rozpoczął swoje pierwsze polowanie.
____________________________________________________________________________________________
Jest i on, tak zwany pierwszy rozdział. Tuż po napisaniu go byłam z niego dość dumna, szczerze mówiąc, ale w tym momencie sama nie wiem co o nim sądzić. Wiem, że póki co niewiele wyjaśnia, a Kay jest tutaj tyle, co nic, ale nie martwcie się, w kolejnym rozdziale na pewno dowiecie się o wiele więcej, bo Yakushi jest tutaj jedyną osobą, która może dać nam jakikolwiek pogląd na obecną sytuację na świecie, tak naprawdę, tak żeby to miało ręce i nogi. Będę wdzięczna za wskazanie mi wszelkich błędów, bo minęło trochę czasu odkąd pisałam w ten sposób, więc pewnie jest ich tam masa i nie wszystkie wyłapałam. Mam jednak nadzieję, że Wam się podobało. Dziękuję za wszelkie wsparcie i komentarze, do następnego <3
CREATED BY
MAYAKO
ART: Hrush